Siedzieliśmy w salonie już dobre 2 godziny. Zajadaliśmy się sałatką i galaretką. Wszystko wyszło mi w miarę dobrze, po za moim wyglądem. Śmialiśmy się z tego jeszcze bardzo długo za nim mogliśmy rozmawiać o czymś innym niż moim, uroczym zabieganiu.
- Musisz koniecznie przyjść do mnie i poznać rodziców - był nadal rozbawiony całą sytuacją.
- Chętnie, ale na razie mam dość wszelkich odwiedzin - teatralnie przewróciłam oczami.
- Nie wyglądałaś wcale tak źle. Mogłabyś częściej mnie tak witać - spojrzał na mnie, zabawnie poruszając brwiami. Wybuchliśmy śmiechem. Kiedy udało mi się opanować całe szaleństwo, zebrałam pucharki i poszłam do kuchni. Na blacie leżał skórki po owocach. Już miałam je wyrzucić, gdy zatrzymała mnie ręka chłopaka.
- Z tego można jeszcze wiele zrobić - uśmiechnął się zagadkowo. Wyjął małe płótno i klej ze swojej torby. Zamknął drzwi od kuchni, a mnie zostawił samą w salonie. Siedziałam na kanapie nie wiedząc, co mam zrobić. Usłyszałam otwieranie drzwi.
- Zamknij oczy - powiedział do mnie jak do małego dziecka.
- Kocham niespodzianki! - odpowiedziałam równie entuzjastycznie. Usłyszałam jak zrobił parę kroków. Prawdopodobnie stał przed mną.
- Już... możesz otworzyć - powiedział cicho jak byśmy bawili się w chowanego. Delikatnie uniosłam powieki. Stał przed mną, trzymając obrazek przy głowi jak by coś porównywał. Na płótnie widniał las deszczowy, a nad nim przepiękny zachód słońca. Wszystko zrobione ze skórek po owocach.
- Naprawdę ten zachód słońca nie jest tak piękny jak moje oczy? - spojrzał na mnie.
- Na zachód mogłabym patrzeć godzinami, ale w twoje oczy latami - odpowiedziałam cichutko, tak żeby tylko on to usłyszał.
- A chciałabyś na nie popatrzeć z trochę bliższej perspektywy? - zapytał równie cicho. Nie odpowiedziałam tylko delikatnie skinęłam głową. Zrobiłam parę kroków. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Spojrzałam na niego i od razu zatopiłam się w tym spojrzeniu. Zauważyłam w nich małe iskierki radości, których dotąd nigdy nie dostrzegłam. To uczucie dawało mi tyle spokoju, radości,, ale też nieograniczonej przyjemności.Objął mnie jedną ręką w pasie, a drugą splótł z moimi palcami. Całe moje ciało przeszył przyjemny dreszcz.Wolna rękę wplotłam w jego włosy. Dopiero teraz zauważyłam jak seksownie wygląda nawet w rozczochranych włosach włosach. Dzieliły nas już tylko milimetry. Czułam ciepło jego oddechu na moim karku. Nasze wargi były już prawie połączone. Przez całe moje ciało przepłynęła fala ciepła, ale jeszcze brakowało tylko tego jednego pocałunku. DRRRYŃŃ, dryyyńń!
- No cholera jasna! - w jednej chwili oderwaliśmy się o siebie, a Mikers odebrał telefon. - Tak mamo zaraz będę.
- ....
- Dobrze, zaraz przyjdę. Do zobaczenia, pa. Obrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie ze smutkiem i zawiedzeniem. - Przepraszam - wyszeptał.
- To nie twoja winna, dokończymy to innym razem, prawda? - spojrzałam, a on już się uśmiechał.
- Ja bardzo chętnie. Przykro mi, ale muszę już iść. Do zobaczenia - skierował się w stronę wyjścia. W ostatniej chwili podbiegł do mnie jeszcze i musnął delikatnie ciepłymi wargami mój policzek.
Stałam jeszcze dobre parę minut wpatrzona jak głupia w drzwi przez, które wyszedł.
- Na pewno jeszcze dokończymy tę rozmowę - uśmiechnęłam się sama do siebie i poszłam do swojego pokoju na górę, zastanawiać się, co z mną ... znaczy nami będzie.
Kurde a było tak blisko
OdpowiedzUsuń