poniedziałek, 30 czerwca 2014

7

Nadgarstki puchły mi z dnia na dzień.  Siedzieliśmy na tej przeklętej wyspie już 4 dni. Mikers cudem wylądował,  ale sprzęt nie wyglądał tak dobrze jak byśmy tego chcieli. Większość się połamała albo podarła.  Zostały nam tylko kurtki przeciwdeszczowe. Nie poweim były przydatne,  bo nazwać to miejsce krainą deszczowców było by trafnym określeniem.  Siedzieliśmy wtuleni w siebie pod prowizoryczną chatką. Składała się z metalowych prętów ustawionych pionowo i wbitych w ziemię,  a do ich końców przywiązaliśmy skrawki materiałów,  które znaleźliśmy w samolocie.  Nie czułam się dobrze. Męczył mnie mdłości. Musiałam zjeść coś nie dobrego. W tej chwili zerwałam się na równe nogi i pobiegłam w stronę najbliższych krzewów. Do wyboru do koloru w końcu byliśmy w sercu,  dżungli.  Miałam dość od 3 dni nic nie jadłam,  a nadal mnie coś dręczyło. Nagle usłyszałam jakiś szelest w krzakach. Podeszłam bliżej i zobaczyłam czarną ruszające się coś. Cofnęłam się 2 kroki do tyłu i przez przypadek zaczaczyłam o kamień.  Już leżałam na ziemi.  Za nim zdążyłam się podnieść to coś w krzakach zaczęło się zbliżać w moim kierunku.  Wsparta na rękach cofałam się w tył. To dalej się zbliżało cofnęłam się jeszcze i uderzyłam kręgosłupem w coś twardego. To był fragment wraku samolotu.  Nie chciałam wstać, bo zdradziła bym swoją pozycję,  ale musiałam jakoś uciec.  Przypomniała mi się gra w paintball z moją klasą,  gdzie czołgałam się z moją koleżanką przez wysokie trawy. To był mój ratunek.  Musiałam się przeczołgać.

Trawa nie była zbyt wysoka,  więc szło mi to dość mozolnie.  Słyszałam jak cały czas to coś za moimi plecami się przesuwało. Prostowałam lewą nogę i podciągałam prawą . W tym momencie poczułam uścisk w lewej łydce.
- Nieźle się czołgasz! - ten głos.  Spojrzałam na Mikersa z mordem w oczach.
- Co ty do cholery robiłeś w tych krzakach - chłopak wyciągnął bukiet pięknych błękitnych kwiatów,  ułożonych w wazonie z kokosa. Spojrzał na mnie wzrokiem zabitego szczeniaka i podał mi kwiaty. 
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego.-Ale za te krzaki to ty się jeszcze doigrasz.
- Coś mi się nie wydaje kotku - zaczął zabawnie poruszać brwiami. Wstałam, obróciłam się na pięcie i skierowałam się w kierunku naszej chatki. 
Przy dróżce płynął strumyk.  Podeszłam do brzegu i założyłam spuchnięte nadgarstki.  Zrobiłam łódeczkę z dłoni i nabrałam do niej wody.  Obróciłam się w bok gdzie stał Mikers i już cała woda wylądowała na jego koszulce i spodniach.  - Doigrałeś się ! Ha ha ha - zaniósłam się upiornym śmiechem rodem z filmu grozy. 
- To było złe, posunięcie - na mojej koszulce wyladował litr wody.
- O mnie to ty się nie martw. Zacznij lepiej myśleć o sobie! - ponowniwe go ochlapałam.
- Jeszcze zobaczymy! - wystrzeżył do mnie swoje idealnie białe zęby i podbiegł.  Złapał mnie w pasie i przełożył sobie przez ramię.  Zaczęłam machać nogami, ale on najwyraźniej nie miał zamiaru mnie puści. 
- Nie zrobisz tego - spojrzałam na niego z oczkami kota z Shereka.
- A zrobię - wbiegł ze mną w strumyk,  śmiejąc się cały czas od czego ja też nie mogłam się powstrzymać. Robiłam straszny hałas krzycząc żeby odatawił mnie na ziemię więc jeśli były tu jakieś zwierzęta to już dawno pouciekały. W jednej chwili runełam do wody. Byłam całkowicie przemoczona. Odwróciłam się na brzuch i zanurkoałam. Dno pokrywaly drobne  kamyczki, odbijające światło słoneczne.  Wynużyłam się z powrotem. Tuż obok mojej głowy usłyszałam plusk wody. Mikers postanowił sam w skoczyć do wody. Klęczał na czworaka na dnie kiedy ja podeszłam go od tyłu.  Wdrapałam się na jego plecy, a nogi spuściłam po bokach. 
- Toś ty taka! - powiedział orientując się, że na nim siedzę.  Poderwał się w górę. Pod moje kolana włożył ręce i pociągnął mnie, a ja zplotłam ręce wokół jego szyi. Biegliśmy tak przez las w kierunku naszej chatki.  Podskakiwałam na jego plecach jak mały skrzat. Co chwilę musiał mnie podciągnąć w górę żebym nie spadła.  Mikers zaczął stopniowo zwalniać,  aż w końcu stanął. Zsunełam się z jego grzbietu i zaczęłam poszukiwania naszych torb z ubraniami.  Odzież nie była może idealna,  ale od paru dziur na spodniach jeszcze nikt nie umarł. Uszykowałam ubrania i swoje położyłam obok, a resztę podałam chłopakowi. Stanęłam za najbliższym drzewem, bo nie chciałam żeby mnie widział. Nie podobało mi się moje ciało. Nie lubiłam go. Nie było złe,  ale na pewno dalekie od ideału.  Zdjęłam spodnie i bluzke. Stałam w samej bieliźnie. Nie mogłam jednak powstrzymać chęci spojrzenia na chłopaka. Stał na sierodku obozu w samych bokserkach. Krople wody spływające po jego torsie wyrzeźbionym w idealny kaloryfer błyskały w promieniach słońca. Uniósł rękę i przeczesał palcami swoje włosy. Wyglądał tak nieziemsko seksownie. Przyglądałam się mu tak przez dłuższą chwilę,  kiedy zorientowałam się,  że o również pożera mnie wzrokiem od góry do dołu.  Szybko podniosłam bluzkę z ziemi i przełożyłam ją do piersi.
- Ja się przed tobą nie zakrywam - wyszczeżył się do mnie i napiął wszystkie możliwe mięśnie. Spojrzałam na niego znacząco. Dobrze wiedział,  że nigdy nie lubiłam pokazywać swojego ciała. Rzadko kiedy na wyjazdach klasowych ubierałam bikini. Zobaczyłam,  że idzie w moim kierunkiu. Nie było już czasu. Nie zdążyła bym się ubrać.  Stanął przed mną.  Przycisnęłam bluzkę jeszcze mocniej do siebie.  Delikatnie wyciągnął ją spod moich rąk założonych na krzyż i odrzucił na bok. Przysunął się do mnie jeszcze bliżej tak, że torsem dotykał moich piersi.
- Dla mnie jesteś idealna - szepnął mi do ucha, a jego głos drżał. Spojrzał mi prosto w oczy. Zatonęłam w jego spojrzeniu i poczułam,  jego ciepły oddech na swoich wargach. Złapał jedną z nich zębami i pociągnął w swoją stronę.  Przysunełam się do niego tak, że idealnie stykaliśmy się biodrami.  Pacałunki się pogłębiały. Poczułam jego język w swoich ustach.  Owinęłam go w psie nogami,  a jego ręce znalazły się na moich udach.  Czułam jak jego dłoń stopniowo przesuwa się w górę,  aż w końcu znalazła się na moim pośladku. Delikatnie go ścisnął, a z mojego gardła wydobył się cichy jęk.  Ustami przewędrował na moją szyję potem obojczyk. Jego dłonie pieły się co raz wyżej,  aż w końcu znalazły się na zapnice od stanika.  Wargi trzymał na mojej klatce piersiowej,  tak niedaleko moich piersi.  Podniosłam brodę,  którą trzymałam na jego ramieniu,  a on uniósł głowę i spojrzał na mnie.  W jego źrenicach mogłam dostrzec to pytanie. Motylki w moim brzuchu przeżywały właśnie orgazm, ale ja nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Pokręciłam głową tak, że ledwo dało się to dostrzec. On jednak zauważył. Zanużyłam swoje dłonie w jego włosach,  a on zatopił swoje wargi w moich. Czułam jak jego dłonie stopniowo opadają w dół.  Staliśmy jeszcze w takiej pozycji,  przez parę minut, aż w końcu,  opuściłam nogi w dół.  Oderwał swoje usta od moich,  a ja mocno wtuliłam się w jego klatkę piersiową. 
- Dziękuję - szepnęłam. 
- Kocham Cię - i pogłaskał mnie delikatnie po głowie. Złożył pocałunek na mojej skroni i poszedł. 

- Co ty na to, aby trochę rozpoznać ten teren? Może wybierzemy się na mało wycieczkę po wyspie? - zawołał Mikers.
Podniosłam się leniwie z gorącego piasku, na którym leżałam.
- Czemu nie, chodźmy - zobaczyłam rękę chłopaka wciągniętą w moim kierunku. Złapałam się jej i wstałam.

Z koron drzew można było ogarnąć wzrokiem całą wyspę. Postanowiliśmy skierować się w stronę oceanu. Długie kwieciste pnącza i liany bardzo utrudniały drogę.  
- Może mango, dla pani - powiedział Mikers kłaniając się jak kelner. 
- Nadal źle się czuję,  wolę jeszcze nie jeść, ale dziękuję - szczerze uśmiechnęłam się do niego
- Jak tam chcesz - i wgryzł się w owoc. 

Wreszcie zanużyłam stopy w ciepłym piasku plaży. Chodziłam w prawo i lewo po brzegu zbierając muszelki,  a stopy obmywała mi cudna bryza.
- Merina!- usłyszałam głos chłopaka. 
- Gdzie jesteś ? - zauważyłam Mikersa machającego ręką , z wnętrza jakiejś jaskini. 
Gdy znalazłam się w sierodku,  chłopak obchodził całą jaskinię,  po kolanach,  choć ze spokojem mógłby stać tu wyprostowany.  Ja też zniżyłam się do tej  pozycji i wtedy zauważyłam, co go tak zainteresowało.  Na ścianach jaskini,  pod lekkim pyłem znajdowały się grudki złota.  Mikers uklęknął przed prawą,  ścianą i zaczął wygrzebywać grudkę większą i nie podobną do innych.  Zanim ządażyłam się z orientować o co chodzi było już za puźno.
- Zostaw to !!! - krzyczałam. Próbowałam chwycić jego rękę,  ale on już zniknął za skalną ścianą. Usiadłam tam i oprłam się plecami a twarz ukryłam w kolanach.  Musisz być silny - mówiła moja głowa. Ja będę silna dla ciebie - powtarzało serce. 

niedziela, 29 czerwca 2014

6

Czarna torba czekała już przed wejściem.  Nie była zbyt duża choć wyjeżdżałam na 2 tygodnie,  ale cały sprzęt i kostiumy miały czekać na miejscu.  Nie bałam się misji,  bałam się nieznanego.  Przecież słyszałam na własne uszy jak mówił,  że ten wyjazd będzie zupełnie inny niż wszystkie.  Kiedyś omal nie zginęłam, a teraz miało być jeszcze gorzej.  No czy ich już do reszty porąbało? 

Przytuliłam się do rodziców,  pomachałam bratu, po czym wyszłam przed dom. Czekała tam na mnie Gwen. Przyjaciółka wyściskała mnie i powiedział,  że na pewno nie będzie tęsknić.  Zaśmiałyśmy się i każda odeszła w swoją stronę.  Dziewczyna nie miała pojęcia,  co ja tak na prawdę robię w tym czasie.  Nie lubiłam jej okłamywać, ale wmówienie jej, że wyjeżdżam na obóz jeździecki,  było jedynym sposobem aby uchronić ją od całego niebezpieczeństwa tego, co robię. 

Na zakręcie zauważyłam ciemną sylwetkę.  Delikatnie odstawiłam torbę na ziemię i zakradłam się od tyłu.  Założyłam mu dłonie na oczy o szepnęłam do ucha :
-Zgadnij kto to - powoli się odwrócił w moją stronę i delikatnie ściągnął moje dłonie ze swojej twarzy. 
-Zgadłem! - krzyknął i zachwycił moje wargi swoimi. Tak uwielbiałam ciepło jego ust i tą iskrę namiętności,  gdy jego oddech przyśpieszał, co raz bardziej z każdą sekundą. Oderwałam się od niego dopiero po chwili i zplotłam jego palce ze swoimi. 
-Moja torba sama się nie poniesie- spojrzałam z rozbawieniem w jego orzechowe oczy.

W samolocie nie było ani chwili,  żeby panowała cisza. Chłopak ciągle mnie rozśmieszał abym zapomniała o strachu. Przyznam,  że nawet nieźle mu to szło.  Lecieliśmy już,  wiele godzin,  a jeszcze więcej było przed nami. Mieliśmy dla siebie dużo czasu,  ale to było za mało.  Chciałam go więcej.  Teraz puki jeszcze mogłam. Bałam się, że go stracę.  Nie wiem?  Może po prostu chciałam żebyśmy byli jak inne pary, choć wiedziałam,  że to niemożliwe.  Jedno cały czas pilnowało drugiego,  mieliśmy do siebie bezgranicznie zaufanie. Jedna rzecz która nie dawała mi spokoju  to, to że każde z nas bez wahania poswiwciło by się za drugie.  Tylko jakoś nie potrafię nawet w najgłębszych zakamarkach mojego chorego umysłu wyobrazić sobie życia bez niego,  tuż obok. 
Zaciągnełam się jego zapachem i mocno wtuliłam w jego tors.  Był tak blisko,  a jednocześnie tak daleko. Nienawidziłam siebie za to, że wcześnie nie potrafiłam rozszyfrować swoich uczuć i powiedzieć mu najważniejsze słowa jaki każdy człowiek w swoim życiu powinien usłyszeć - kocham cię. Te 2 słowa,  a 9 liter mogły wtedy coś zmienić,  a teraz były zakużoną nadzieją na lepsze jutro. 

                             *Mikers*
Odgarnąłem jej włosy z czoła.  Wyglądała tak nie winnie kiedy spała. Była taka piękna,  taka idealna. Taka moja.  Kocham ją w każdym pięknym znaczeniu tego słowa i nie potrafię zapomnieć momentu kiedy upadła na tej ścieżce. Podbiegłem wtedy i szybko uniósłem ją z czarnej gleby.  Była zimna,  a jej skronie lśniły potu. Mamrotała coś pod nosem,  a ja tylko patrzyłem jak jej powieki stają się cięższe i cięższe,  aż w końcu opadły.  Nie mogłem nic poradzić. Czułem jak by to była moja wina, że nie znalazłem jej wcześniej.  Nie potrafiłem nic zrobić. Upadłem na kolana i płakałem.  Krzyczałem najgłośniej jak tylko się dało.  W moich uszach odbijał się głuchym dźwięk.  Odwróciłem głowę w tamtą stronę.  Nad latywał helikopter.  To była szansa , dla niej. 
Poczułem zaciskającą się dłoń na moim ramieniu. 
- Wszystko okey ? - patrzyła na mnie z troską w oczach. 
-Prawie cię straciłem- wyszeptałem.
-Prawie i to nigdy się nie zdaży- ułożyła głowę na moim ramieniu i przymkneła powieki.
To było tylko złe wspomnienie. Ale obiecuję , że nigdy drugi raz do tego nie dopuszczę, powiedziałem sobie w myślach. Oparłem głowę o fotel,  a moje powieki sama spadły w dół i nie miały zamiaru jeszcze długo się podnosić. 

                          * Merina *
Mocno uderzyłam głową o szybę przy naszych fotelach. Płynnymi ruchami rozmasowywałam pulsujące miejsce. Szturchnełam chłopaka w ramię.
- Co jest? - spytał leniwie otwierając oczy.
-Nie wiem, ale na pewno nie jest dobrze. W tej chwili zażuciło nami jak workami z mąką i już  leżeliśmy na przeciwnej ścianie samolotu. Mikers podał mi rękę, a ja ją chwyciłam i wstałam. Chwiejnym krokiem doszliśmy do kabiny pilota. Otworzyliśmy zasuwane drzwi, a widok który zostaliśmy w środku przyprawił mnie o mdłości. We wnętrzu kabiny leżało rozszarpane ciało pilota. Dzięki Bogu był to cybork nie człowiek. Na jego rozszarpanym brzuchu, z którego wystawały pojedyncze cześci jelita siedziała mała małpka. Słodka, ale nie tak przyjazna jak mogło by się wcześniej wydawać.  Cicho obeszliśmy ciało i usiedliśmy na miejscu pilota.
-Umiesz latać? - spojrzałam na chłopaka z nadzieją, że jego odpowiedź na pytanie będzie twierdząca. On uśmiechnął się tylko krzywo i pokręcił głową. - Przecież byłeś na kursie! - krzyknełam . Ta sytuacja mnie przerastała. 
- Byłem, ale to była tylko teoria i nawet nigdy nie leciałem samolotem - w jego oczach widziałam smutek.
- Nie chciałam krzyczeć. Przepraszam - utkwiłam swoje spojrzenie w jego tęczówkach. Były lekiem na całe zło.  Zawsze mnie uspokajały. - Co robimy? - zacisnełam swoją dłoń na jego nadgarstku.
-Będziemy próbować wylądować - na jego ustach pojawił się uśmiech, okazujący przypływ adrenaliny. 
-A co zrobimy z tą małpą? -zapytałam.
- Ja kieruje samolotem ty łapiesz małpkę - uśmiechnął się wyzywająco.
Oj ze mną tak łatwo nie wygrasz kolego jeszcze się okaże kto tu lepiej wykona swoje zadanie.  Pokazałam mu ząbki i odwzajemniłam uśmiech. No to teraz się po bawimy w berka.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam was tym rozdziałem. Wiem jest słaby,  ale coś nie mam weny. Myślę czy nie skończyć tego opowiadania i zacząć nowe, ale to się jeszcze zobaczy. Do następnego.      Juleczka ♥

czwartek, 15 maja 2014

5

Weekend był dość ponury. Na dworze wiatr przeginał drzewa i jeszcze ten deszcz ...
Czułam się jakaś przygnębiona i smutna. Może to ta pogoda. Usiadłam na łóżku po turecku i otworzyłam laptopa. Weszłam na Twittera.  Pełno powiadomień , ale nic ciekawego.  Nagle zobaczyłam,  że Keli ( klasowa piękność ) oznaczała Miekrsa. Kliknęłam na post. Moim oczom ukazało się zdjęcie z parku jak się całują i ten podpis -
,, Też Cię kocham <3 kotku ''
Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Jedyne pytanie jakie teraz siedziało w mojej głowie - dlaczego ? Dlaczego mi to zrobił,  wiedziałam,  że raniłam go za każdym razem kiedy wcześniej go odrzucałam... może chciał się zemścić,  Nie nie, nie wolno mi tak mówić.  Przecież obiecywał,  że nigdy mnie nie skrzywdzi , mówił że nie mógł by mnie zranić.  Wszystkie moje uczucia w jednej chwili wydostały się na zewnątrz.  Łzy nie potrzebowały już mojej pomocy i same spływały po moich policzkach.
Pi pi pi pi pi !!!
Hałas w jednej chwili postawił mnie na nogi.  To był mój telefon i 20 wiadomości , od niego ...
Czytałam każdą z nich i zaczynałam się czuć jak kompletny śmieć.  Wszędzie pisało prawie to samo - ,, To nie miało tak wyjść" , ,, ona się odwróciła" , ,, ja tego nie chciałem"
,, Przepraszam " , ,, Nie potrafił bym cię skrzywdzić, dobrze o tym wiesz " ....

Nie wiem, nie wiem tego, bo właśnie mnie skrzywdziłeś. Nie odpisałam mu. Położyłam głowę na poduszce i zacisnęłam powieki. W końcu zasnęłam. 

  *** 
Gdzieś tam w oddali słyszałam jego krzyk. Już go dorwały. Wytrzymaj jeszcze trochę - powtarzałam w myślach. Błagam nie zostawiaj mnie, nie teraz, wybaczam ci słyszysz - moje myśli cały czas krzyczały. 
Zbliżałam się, ale krzyki zaczynały cichnąć, słyszałam tylko przerażenie, ból, strach ... Nie odróżniałam już fikcji od rzeczywistości. Świat stał się jedną wielką grą o jego życie. 
- Błagam... Walcz... Walcz , słyszysz - krzyczałam dławiąc się łzami. Nie odpowiadał. - Nie możesz mnie tak skrzywdzić, nie możesz - słowa plątały mi się co raz bardziej. Nie mógł, nie teraz, nie na zawsze ... 
Bez niego ... na zawsze ... 
Padłam na kolana i zaczęłam krzyczeć, najgłośniej jak tylko się dało -Niee,ee,nn,nnie,nie!! 
Złapałam jego rękę była kompletnie zimna. przytuliłam się do niego, był martwy ... 
Już na zawsze, na zawsze ... 

*** 
Walnęłam głową o deski. Wstałam cała  się trzęsąc, nie mogłam złapać równowagi, ani tchu. 
Nie to nie może być prawda... Spojrzałam, w lustro. Miałam podkrążone oczy i całe spuchnięte od płaczu. 
To był tylko sen ... tylko sen. Usiadłam nie mogłam już stać ani chwili. Wzięłam  telefon z szafki i w końcu go odblokowałam. Przez moje ciało przechodziły bardzo silne drgawki. Wybrałam jego numer 
- Potrzebuję cię teraz. - wysłałam. 
Telefon spadł na podłogę, dopiero teraz zorientowałam się jak jest późno. Szybko wkulnęłam się pod kołdrę, gdyby mama przyszła sprawdzić czy śpię.
Nadal dygotałam, a łzy znów zaczęły napływać mi do oczu. Nie potrafiłam się uspokoić... potrzebowałam teraz jego. Nagle poczułam jak czyjeś ramiona obejmują mnie od tyłu . 
- Jestem. Obróciłam się twarzą w jego stronę. Zarzuciłam ręce na ramiona. Przytulił mnie mocno i delikatnie zaczął głaskać po włosach. Łzy moczyły jego koszulę, ale nie zwracał na to uwagi, tylko obejmował jeszcze mocniej. Spojrzałam na niego. W jego oczach był smutek. Chciał mi pomóc ... 
- Tty t ty zgii, zginąłeś - tylko tyle udało mi się powiedzieć. Z powrotem wtuliłam się w jego tors. 
Siedziałam mu na kolanach i zaczynałam się uspokajać. Zauważył to. Delikatnie pocałował mnie w skroń i położył na łóżku. 
- Jestem tu, już dobrze skarbie, już dobrze - odwrócił się na pięcie. Szybko usiadłam, złapałam go za dłoń i pociągnęłam w swoją stronę.
- Z-zostaniesz ? - zapytałam szeptem. Nie odpowiedział tylko delikatnie skinął głową i podszedł do mnie . Przesunęłam się kawałek, a on ułożył się obok i objął mnie ramionami.Wtuliłam się w jego tors. Czułam się bezpieczna potrzebowałam, jego dotyku, głosu ... 
- Wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdziła - uniosłam się na łokciu i spojrzałam mu w oczy. Delikatnie musnęłam jego ciepłe wargi swoimi. 
- Wiem o tym ...

poniedziałek, 31 marca 2014

Następny rozdział

Bardzo mi przykro, ale sterta nauki pochłania cały mój czas :P Nowy rozdział pojawi się jutro lub w czwartek :) Czekajcie cierpliwie, a ja postaram się was czymś za skoczyć i uwierzcie, że będzie to na prawdę wybuchowa NIESPODZIANKA !!! Co powiecie na ŁÓŻKO ??! Tą tajemnice odkryjemy w 5 rozdziale. Do zobaczonka ♥

poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 4

Siedzieliśmy w salonie już dobre 2 godziny. Zajadaliśmy się sałatką i galaretką. Wszystko wyszło mi w miarę dobrze, po za moim wyglądem. Śmialiśmy się z tego jeszcze bardzo długo za nim mogliśmy rozmawiać o czymś innym niż moim, uroczym zabieganiu.
- Musisz koniecznie przyjść do mnie i poznać rodziców - był nadal rozbawiony całą sytuacją.
- Chętnie, ale na razie mam dość wszelkich odwiedzin - teatralnie przewróciłam oczami.
- Nie wyglądałaś wcale tak źle. Mogłabyś częściej mnie tak witać - spojrzał na mnie, zabawnie poruszając brwiami. Wybuchliśmy śmiechem. Kiedy udało mi się opanować całe szaleństwo, zebrałam pucharki i poszłam do kuchni. Na blacie leżał skórki po owocach. Już miałam je wyrzucić, gdy zatrzymała mnie ręka chłopaka.
- Z tego można jeszcze wiele zrobić - uśmiechnął się zagadkowo. Wyjął małe płótno i klej ze swojej torby. Zamknął drzwi od kuchni, a mnie zostawił samą w salonie. Siedziałam na kanapie nie wiedząc, co mam zrobić. Usłyszałam otwieranie drzwi.
- Zamknij oczy - powiedział do mnie jak do małego dziecka.
- Kocham niespodzianki! - odpowiedziałam równie entuzjastycznie. Usłyszałam jak zrobił parę kroków. Prawdopodobnie stał przed mną.
- Już... możesz otworzyć - powiedział cicho jak byśmy bawili się w chowanego. Delikatnie uniosłam powieki. Stał przed mną, trzymając obrazek przy głowi jak by coś porównywał. Na płótnie widniał las deszczowy, a nad nim przepiękny zachód słońca. Wszystko zrobione ze skórek po owocach.
- Naprawdę ten zachód słońca nie jest tak piękny jak moje oczy? - spojrzał na mnie.
- Na zachód mogłabym patrzeć godzinami, ale w twoje oczy latami - odpowiedziałam cichutko, tak żeby tylko on to usłyszał.
- A chciałabyś na nie popatrzeć z trochę bliższej perspektywy? - zapytał równie cicho. Nie odpowiedziałam tylko delikatnie skinęłam głową. Zrobiłam parę kroków. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Spojrzałam na niego i od razu zatopiłam się w tym spojrzeniu. Zauważyłam w nich małe iskierki radości, których dotąd nigdy nie dostrzegłam. To uczucie dawało mi tyle spokoju, radości,, ale też nieograniczonej przyjemności.Objął mnie jedną ręką w pasie, a drugą splótł z moimi palcami. Całe moje ciało przeszył przyjemny dreszcz.Wolna rękę wplotłam w jego włosy. Dopiero teraz zauważyłam jak seksownie wygląda nawet w rozczochranych włosach włosach. Dzieliły nas już tylko milimetry. Czułam ciepło jego oddechu na moim karku. Nasze wargi były już prawie połączone. Przez całe moje ciało przepłynęła fala ciepła, ale jeszcze brakowało tylko tego jednego pocałunku. DRRRYŃŃ, dryyyńń!
- No cholera jasna! - w jednej chwili oderwaliśmy się o siebie, a Mikers odebrał telefon. - Tak mamo zaraz będę.
- ....
- Dobrze, zaraz przyjdę. Do zobaczenia, pa. Obrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie ze smutkiem i zawiedzeniem. - Przepraszam - wyszeptał.
- To nie twoja winna, dokończymy to innym razem, prawda? - spojrzałam, a on już się uśmiechał.
- Ja bardzo chętnie. Przykro mi, ale muszę już iść. Do zobaczenia - skierował się w stronę wyjścia. W ostatniej chwili podbiegł do mnie jeszcze i musnął delikatnie ciepłymi wargami mój policzek.

Stałam jeszcze dobre parę minut wpatrzona jak głupia w drzwi przez, które wyszedł.
- Na pewno jeszcze dokończymy tę rozmowę - uśmiechnęłam się sama do siebie i poszłam do swojego pokoju na górę, zastanawiać się, co z mną ... znaczy nami będzie. 

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 3

Promienie słońca przedzierające się przez roletę, zaczęły drażnić moje oczy. Przetarłam je dłońmi i otworzyłam. Mój pokój wyglądał tak jak zwykle, błękitna ściana w jaskółki, łóżko z białych rur stylizowane na dawne czasy, różana lampa na suficie i koronkowe firanki w oknach. Podniosłam się i usiadłam na skraju łóżka, machając nogami jak mała dziewczynka. Siedziałam tak jeszcze dobrą chwilę za nim do końca się wybudziłam. Stanęłam przed dużą szafą z olchowego drewna. Wzięłam pastelowe rurki oraz tunikę z kwiatowym wzorem. Włosy delikatnie przeczesałam szczotką i pozwoliłam, aby opadały na moje ramiona. Oczy podkreślał zielonkawy cień, a koralowy błyszczyk na ustach dopełniał całości. Otworzyłam kuchenną szafkę i wyjęłam pierwsze z brzegu opakowanie płatków. Nasypałam do miski i dolałam mleka. Usiadłam przy kuchennym blacie i zamoczyłam łyżkę w mieszance. Miałam czas, była sobota. Musiałam ze spokojem poukładać wszystkie myśli i uczucia ... No właśnie. O czym ja wtedy myślałam? Nie zaprzeczę, że jego oczy są pociągające, ale nigdy wcześniej bym mu tego nie powiedziała. Czy od wczoraj coś się między nami zmieniło? Zawsze był moim przyjacielem, ale chyba sama przed sobą nie potrafiłam się przyznać, że przez ten cały czas stał się dla mnie kimś więcej. On od zawsze traktował mnie inaczej, a może to było tylko moje złudzenie? Każdy jego wczorajszy gest sprawił mi tyle radości, może nawet przyjemności. Dopiero teraz dotarło do mnie, że bez niego już dawno leżała bym w psychiatryku jak nie gorzej. To on za każdym razem mnie uspokajał, ratował z opresji, bronił. Ja nawet nie potrafiłam mu się odwdzięczyć czułością. Muszę coś zmienić. Na pewno nie mogę go już teraz stracić.

Dopiero teraz zauważyłam białą, trochę zgniecioną kartkę leżącą na blacie.

Kochana córeczko!
Nie będzie nas dzisiaj na obiedzie ani kolacji. To wyjątkowa sytuacja. Na obiad możesz iść gdzieś na miasto. Tu masz 20$ na jakieś zakupy. Baw się dobrze! Kochamy Cię! 
Mama i Tata 

Wyjątkowa sytuacja, chyba raczej codzienność. Moich rodziców nigdy nie było w domu więc już zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Ten weekend spędzę samotnie, bo Gwen wyjechała. Został jeszcze Mikers, ale go przecież nie zaproszę, chyba ...

Postanowiłam zrobić jakaś sałatkę owocowa, tylko dla siebie. Nie da rady żebym go zaprosiła. Co mu powiem? Poszłam do najbliższego sklepu. Na początek miód i jogurt naturalny. Teraz muszę znaleźć dział z owocami i warzywami. Jabłka, banany, gruszka, granat, pomarańcza i grejpfrut. Jeszcze truskawki do kompletu. Nagle przed moimi oczami pojawił się bukiet marchewek, przewiązanych kolorową wstążką, zawiązaną w idealna kokardkę.
- Ze startą marchewką będzie idealnie - powiedział dobrze znajomy mi głos.
- Mikers! - wykrzyknęłam na całe gardło. W jednej chwili oczy całego sklepu były zwrócone w moją stronę. Moja twarz przybrała kolor purpury.
- Nie wiedziałem, że mój widok tak cię ucieszy - patrzył na mnie uśmiechnięty. Nie potrafiłam w tej chwili wydusić z siebie ani słowa. Zauważył to i postanowił spokojnie kontynuować naszą rozmowę. Każdy w sklepi wrócił do swojego dawnego zajęcia.
- Dla kogo ta sałatka? - spytał tym swoim ciepłym głosem.
- Właściwie dla mnie, ale może dasz się skusić na deser ... - spojrzałam na niego. Wydawał się być zadowolony. - Oczywiście w moim domu - dokończyłam.
- Bardzo chętnie. Może być koło 15?
- Oczywiście - wewnątrz czułam się jak bym właśnie wygrała 1 000 000$.
- Zjawie się punktualnie. Miejmy nadzieję, że wywinę się rodzicom - już obrócił się w stronę wyjścia. - Bym by zapomniał! To dla ciebie. Bukiet ... marchewek. Do zobaczenia! - wyszedł. To był na prawdę uroczy bukiet.

Do spotkania zostały jeszcze 2 godziny. Postawiłam wodę na gazie. Stwierdziłam, że zrobię jeszcze galaretkę. Zabrałam się do obrania i pokrojenia owoców oraz starcia marchewki. Zabrało mi to dość dużo czasu, bo nie byłam zbyt doświadczoną kucharką. W końcu wymieszałam wszystkie składniki. Ułożyłam wszystko na stole, a serwetki poskładałam w wymysły origami. Wróciłam do kuchni i zorientowałam się, że zostało mi pół godziny, a zapomniałam włączyć wodę na galaretkę. Zaczęłam ją podgrzewać, a sama poszłam się przebrać na górę. Wybranie odpowiedniego stroju zajęło mi znacznie więcej czasu niż przypuszczałam. Postawiłam na sukienkę. Zaczęłam ściągać spodnie kiedy dobiegł mnie dźwięk gotującej się wody. Zdjęłam je do końca i szybko zbiegłam na dół, aby przygotować galaretkę. Malinowo truskawkowa wydała się odpowiednia. Wrzuciłam proszek, który powoli zaczął się rozpuszczać, a ja mieszałam go trzepaczką. Gdy wszystko trochę wystygło, przelałam galaretkę do pucharków. Włożyłam je do dużej miętowej lodówki i zamknęłam w środku. W tym samym momencie usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Przebiegłam dom w w jednej chwili. Nacisnęłam klamkę i pociągnęłam.
- Część - uśmiech Mikersa był większy niż zwykle. Na pewno cieszył się z deseru równie jak ja. Nagle jego mina zmieniła się w jednej chwili. Spojrzałam na siebie i już wiedziałam o co chodzi.
Stałam przed nim w samej koszulce!

Mam nadzieję, że spodoba wam się nowy rozdział :) Proszę o komentarze. Juleczka ♥          

piątek, 14 marca 2014

Rozdział 2

Weszliśmy do środka. Korytarz był przyciemniony i zupełnie prosty bez żadnego zakrętu. Skierowaliśmy się w stronę czarnych drzwi, które niczym nie różniły się od innych. Nozdrza zatykał zapach spalonej blachy, dochodzący z pracowni Dr Tvaila (czyt.Tłajla). Na moich rękach pojawiła się gęsia skórka , która została wywołana nie koniecznie najmilszymi wspomnieniami z tym miejscem. Zatrzymaliśmy się.
- Ty pierwsza - powiedział Mikers zachowując przy tym spokój w głosie. Podeszłam do skomplikowanego urządzenia, które, zeskanowało siatkówkę w moim oku. Otworzyły się drzwi i ruszyłam na przód. Pokój nie był zbyt obszerny. Ściany pomalowane na ciemny brąz nadawały temu miejscu przytłaczający wygląd. Usiadłam na czerwonej kanapie stojącej na środku. Już po chwili usłyszałam odgłos otwieranych drzwi, przez które wszedł chłopak. Mimowolnie się odwróciłam, a nasze spojrzenia się skrzyżowały. Przez chwilę zatraciłam się w jego orzechowym spojrzeniu. Moja twarz zrobiła się fioletowa jak burak . Co za wstyd, natychmiast się odwróciłam. Mikers nie usiadł obok tylko stanął przy kanapie, jedną ręka opierają się o nią.
- Nie usiądziesz? - zapytałam starając się aby w moim głosie nie dało się wyczuć żadnych emocji, jednak nie do końca mi to wyszło.
- Nie dzięki, postoję i tak zaraz wracamy - uśmiechnął się miło, ale dobrze wiedział, że to co zaraz usłyszymy nie będzie miłe. W tym samym momencie przed nami włączył się ogromny ekran. Pojawił się na nim straszy mężczyzna, którego widziałam już 1000 razy, ale nie miałam pojęcia kim jest, po za tym, że naszym dowódcą. Nie patrzył na nas. Było to przygotowane wcześniej nagranie. Jego twarz nie wyrażały kompletnie nic, a tym bardziej radości.
- Witajcie agenci - rozpoczął mężczyzna.- Czeka was nowa misja lecz niczym nie będzie przypominała poprzednich. Poprzednie zadania były błahostkami. Teraz rozpoczniecie prawdziwe misje, dojrzałe i zabójcze - ciągnął dalej. Słuchałam w osłupieniu tego co mówił. On chyba żartował, a przynajmniej miałam takie wrażenie. Ostatnio omal nie zginęliśmy, a on mówi, że to będzie coś jeszcze gorszego! Od tamtej nocy cały czas nękały mnie koszmary, nie potrafiłam się pozbierać! Przestałam słuchać tego mężczyzny. myśli, które biegały w mojej głowie, wszystko zagłuszyły. Całe moje ciało zaczęło drżeć, a ja zrobiłam się biała jak kreda. Już po sekundzie Mikers siedział obok. Widział, jak źle znoszę każde następne słowo o nowej misji. Delikatnie złapał moją dłoń i zaczął gładzić kciukiem. Było to całkiem przyjemne, ale i bardzo mnie uspokoiło. Spojrzałam na niego i już wiedziałam, że godzinami mogłabym się wpatrywać w jego głębokie orzechowe oczy. Jego spojrzenie tak mnie uspokajało. Działało na mnie tak kojąco.
- Jestem tu z tobą - powiedział to bardzo cicho, tak żebym tylko ja to słyszała, choć w pokoju nie było nikogo poza nami. Nie mówił tekstów typu wszystko będzie dobrze, bo wiedział, że ja już od dawna w to nie wierzę. Uśmiechnął się ciepło, a ja odpowiedziałam mu tym samym. Byłam już spokojniejsza, wiedziałam, że jest tuż obok.
- Zabójcze węże i pająki, tego powinniście się bać - ponownie usłyszałam głos starszego mężczyzny. - W krainie Inków możecie się spodziewać  wielu pułapek i niebezpieczeństw lecz lasy równikowe to niezapomniany widok - chyba próbował nas pocieszyć, ale coś mu to nie wyszło. Minęło jeszcze parę chwil i ekran wygasł. Mikers jesczę chwilę trzymał moja rękę i dopiero po chwili puścił. Wstaliśmy i w ciszy skierowaliśmy się do wyjścia.

Szliśmy lasem ramie w ramie w ogóle się nie odzywając. Cisza stała się dręcząca więc postanowiłam zacząć rozmowę.
- Jak myślisz, co nas tam spotka? - zadałam pytanie nie mając pojęcia jakiej udzieli odpowiedzi. Chłopak wyglądał jakby układał w głowie, co mi powie.
- Nie potrafię tego określić - odpowiedział. - Mam nadzieję, że coś przyjemnego, w końcu to podobno najpiękniejsze miejsce na świecie. Tysiące kolorowych kwiatów, ale żaden nie tak piękny jak ty... - zerknął na mnie jakby obserwując moją reakcję. - Wodospady mieniące się tęcza i zachody słońca. Czy jest coś piękniejszego niż one ? - powiedział.
- Tak jest coś takiego.
- A co to? - zapytał, kompletnie nie spodziewał się mojej odpowiedzi.
- Twoje oczy.

Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba :* Przepraszam, że trwało to tak długo, ale obiecuję, że teraz zacznę dodawać regularnie. Postaram się trochę pomieszać i was czymś zaskoczyć Komentujcie misie! Juleczka