Nadgarstki puchły mi z dnia na dzień. Siedzieliśmy na tej przeklętej wyspie już 4 dni. Mikers cudem wylądował, ale sprzęt nie wyglądał tak dobrze jak byśmy tego chcieli. Większość się połamała albo podarła. Zostały nam tylko kurtki przeciwdeszczowe. Nie poweim były przydatne, bo nazwać to miejsce krainą deszczowców było by trafnym określeniem. Siedzieliśmy wtuleni w siebie pod prowizoryczną chatką. Składała się z metalowych prętów ustawionych pionowo i wbitych w ziemię, a do ich końców przywiązaliśmy skrawki materiałów, które znaleźliśmy w samolocie. Nie czułam się dobrze. Męczył mnie mdłości. Musiałam zjeść coś nie dobrego. W tej chwili zerwałam się na równe nogi i pobiegłam w stronę najbliższych krzewów. Do wyboru do koloru w końcu byliśmy w sercu, dżungli. Miałam dość od 3 dni nic nie jadłam, a nadal mnie coś dręczyło. Nagle usłyszałam jakiś szelest w krzakach. Podeszłam bliżej i zobaczyłam czarną ruszające się coś. Cofnęłam się 2 kroki do tyłu i przez przypadek zaczaczyłam o kamień. Już leżałam na ziemi. Za nim zdążyłam się podnieść to coś w krzakach zaczęło się zbliżać w moim kierunku. Wsparta na rękach cofałam się w tył. To dalej się zbliżało cofnęłam się jeszcze i uderzyłam kręgosłupem w coś twardego. To był fragment wraku samolotu. Nie chciałam wstać, bo zdradziła bym swoją pozycję, ale musiałam jakoś uciec. Przypomniała mi się gra w paintball z moją klasą, gdzie czołgałam się z moją koleżanką przez wysokie trawy. To był mój ratunek. Musiałam się przeczołgać.
Trawa nie była zbyt wysoka, więc szło mi to dość mozolnie. Słyszałam jak cały czas to coś za moimi plecami się przesuwało. Prostowałam lewą nogę i podciągałam prawą . W tym momencie poczułam uścisk w lewej łydce.
- Nieźle się czołgasz! - ten głos. Spojrzałam na Mikersa z mordem w oczach.
- Co ty do cholery robiłeś w tych krzakach - chłopak wyciągnął bukiet pięknych błękitnych kwiatów, ułożonych w wazonie z kokosa. Spojrzał na mnie wzrokiem zabitego szczeniaka i podał mi kwiaty.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do niego.-Ale za te krzaki to ty się jeszcze doigrasz.
- Coś mi się nie wydaje kotku - zaczął zabawnie poruszać brwiami. Wstałam, obróciłam się na pięcie i skierowałam się w kierunku naszej chatki.
Przy dróżce płynął strumyk. Podeszłam do brzegu i założyłam spuchnięte nadgarstki. Zrobiłam łódeczkę z dłoni i nabrałam do niej wody. Obróciłam się w bok gdzie stał Mikers i już cała woda wylądowała na jego koszulce i spodniach. - Doigrałeś się ! Ha ha ha - zaniósłam się upiornym śmiechem rodem z filmu grozy.
- To było złe, posunięcie - na mojej koszulce wyladował litr wody.
- O mnie to ty się nie martw. Zacznij lepiej myśleć o sobie! - ponowniwe go ochlapałam.
- Jeszcze zobaczymy! - wystrzeżył do mnie swoje idealnie białe zęby i podbiegł. Złapał mnie w pasie i przełożył sobie przez ramię. Zaczęłam machać nogami, ale on najwyraźniej nie miał zamiaru mnie puści.
- Nie zrobisz tego - spojrzałam na niego z oczkami kota z Shereka.
- A zrobię - wbiegł ze mną w strumyk, śmiejąc się cały czas od czego ja też nie mogłam się powstrzymać. Robiłam straszny hałas krzycząc żeby odatawił mnie na ziemię więc jeśli były tu jakieś zwierzęta to już dawno pouciekały. W jednej chwili runełam do wody. Byłam całkowicie przemoczona. Odwróciłam się na brzuch i zanurkoałam. Dno pokrywaly drobne kamyczki, odbijające światło słoneczne. Wynużyłam się z powrotem. Tuż obok mojej głowy usłyszałam plusk wody. Mikers postanowił sam w skoczyć do wody. Klęczał na czworaka na dnie kiedy ja podeszłam go od tyłu. Wdrapałam się na jego plecy, a nogi spuściłam po bokach.
- Toś ty taka! - powiedział orientując się, że na nim siedzę. Poderwał się w górę. Pod moje kolana włożył ręce i pociągnął mnie, a ja zplotłam ręce wokół jego szyi. Biegliśmy tak przez las w kierunku naszej chatki. Podskakiwałam na jego plecach jak mały skrzat. Co chwilę musiał mnie podciągnąć w górę żebym nie spadła. Mikers zaczął stopniowo zwalniać, aż w końcu stanął. Zsunełam się z jego grzbietu i zaczęłam poszukiwania naszych torb z ubraniami. Odzież nie była może idealna, ale od paru dziur na spodniach jeszcze nikt nie umarł. Uszykowałam ubrania i swoje położyłam obok, a resztę podałam chłopakowi. Stanęłam za najbliższym drzewem, bo nie chciałam żeby mnie widział. Nie podobało mi się moje ciało. Nie lubiłam go. Nie było złe, ale na pewno dalekie od ideału. Zdjęłam spodnie i bluzke. Stałam w samej bieliźnie. Nie mogłam jednak powstrzymać chęci spojrzenia na chłopaka. Stał na sierodku obozu w samych bokserkach. Krople wody spływające po jego torsie wyrzeźbionym w idealny kaloryfer błyskały w promieniach słońca. Uniósł rękę i przeczesał palcami swoje włosy. Wyglądał tak nieziemsko seksownie. Przyglądałam się mu tak przez dłuższą chwilę, kiedy zorientowałam się, że o również pożera mnie wzrokiem od góry do dołu. Szybko podniosłam bluzkę z ziemi i przełożyłam ją do piersi.
- Ja się przed tobą nie zakrywam - wyszczeżył się do mnie i napiął wszystkie możliwe mięśnie. Spojrzałam na niego znacząco. Dobrze wiedział, że nigdy nie lubiłam pokazywać swojego ciała. Rzadko kiedy na wyjazdach klasowych ubierałam bikini. Zobaczyłam, że idzie w moim kierunkiu. Nie było już czasu. Nie zdążyła bym się ubrać. Stanął przed mną. Przycisnęłam bluzkę jeszcze mocniej do siebie. Delikatnie wyciągnął ją spod moich rąk założonych na krzyż i odrzucił na bok. Przysunął się do mnie jeszcze bliżej tak, że torsem dotykał moich piersi.
- Dla mnie jesteś idealna - szepnął mi do ucha, a jego głos drżał. Spojrzał mi prosto w oczy. Zatonęłam w jego spojrzeniu i poczułam, jego ciepły oddech na swoich wargach. Złapał jedną z nich zębami i pociągnął w swoją stronę. Przysunełam się do niego tak, że idealnie stykaliśmy się biodrami. Pacałunki się pogłębiały. Poczułam jego język w swoich ustach. Owinęłam go w psie nogami, a jego ręce znalazły się na moich udach. Czułam jak jego dłoń stopniowo przesuwa się w górę, aż w końcu znalazła się na moim pośladku. Delikatnie go ścisnął, a z mojego gardła wydobył się cichy jęk. Ustami przewędrował na moją szyję potem obojczyk. Jego dłonie pieły się co raz wyżej, aż w końcu znalazły się na zapnice od stanika. Wargi trzymał na mojej klatce piersiowej, tak niedaleko moich piersi. Podniosłam brodę, którą trzymałam na jego ramieniu, a on uniósł głowę i spojrzał na mnie. W jego źrenicach mogłam dostrzec to pytanie. Motylki w moim brzuchu przeżywały właśnie orgazm, ale ja nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Pokręciłam głową tak, że ledwo dało się to dostrzec. On jednak zauważył. Zanużyłam swoje dłonie w jego włosach, a on zatopił swoje wargi w moich. Czułam jak jego dłonie stopniowo opadają w dół. Staliśmy jeszcze w takiej pozycji, przez parę minut, aż w końcu, opuściłam nogi w dół. Oderwał swoje usta od moich, a ja mocno wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
- Dziękuję - szepnęłam.
- Kocham Cię - i pogłaskał mnie delikatnie po głowie. Złożył pocałunek na mojej skroni i poszedł.
- Co ty na to, aby trochę rozpoznać ten teren? Może wybierzemy się na mało wycieczkę po wyspie? - zawołał Mikers.
Podniosłam się leniwie z gorącego piasku, na którym leżałam.
- Czemu nie, chodźmy - zobaczyłam rękę chłopaka wciągniętą w moim kierunku. Złapałam się jej i wstałam.
Z koron drzew można było ogarnąć wzrokiem całą wyspę. Postanowiliśmy skierować się w stronę oceanu. Długie kwieciste pnącza i liany bardzo utrudniały drogę.
- Może mango, dla pani - powiedział Mikers kłaniając się jak kelner.
- Nadal źle się czuję, wolę jeszcze nie jeść, ale dziękuję - szczerze uśmiechnęłam się do niego
- Jak tam chcesz - i wgryzł się w owoc.
Wreszcie zanużyłam stopy w ciepłym piasku plaży. Chodziłam w prawo i lewo po brzegu zbierając muszelki, a stopy obmywała mi cudna bryza.
- Merina!- usłyszałam głos chłopaka.
- Gdzie jesteś ? - zauważyłam Mikersa machającego ręką , z wnętrza jakiejś jaskini.
Gdy znalazłam się w sierodku, chłopak obchodził całą jaskinię, po kolanach, choć ze spokojem mógłby stać tu wyprostowany. Ja też zniżyłam się do tej pozycji i wtedy zauważyłam, co go tak zainteresowało. Na ścianach jaskini, pod lekkim pyłem znajdowały się grudki złota. Mikers uklęknął przed prawą, ścianą i zaczął wygrzebywać grudkę większą i nie podobną do innych. Zanim ządażyłam się z orientować o co chodzi było już za puźno.
- Zostaw to !!! - krzyczałam. Próbowałam chwycić jego rękę, ale on już zniknął za skalną ścianą. Usiadłam tam i oprłam się plecami a twarz ukryłam w kolanach. Musisz być silny - mówiła moja głowa. Ja będę silna dla ciebie - powtarzało serce.