Czułam się jakaś przygnębiona i smutna. Może to ta pogoda. Usiadłam na łóżku po turecku i otworzyłam laptopa. Weszłam na Twittera. Pełno powiadomień , ale nic ciekawego. Nagle zobaczyłam, że Keli ( klasowa piękność ) oznaczała Miekrsa. Kliknęłam na post. Moim oczom ukazało się zdjęcie z parku jak się całują i ten podpis -
,, Też Cię kocham <3 kotku ''
Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Jedyne pytanie jakie teraz siedziało w mojej głowie - dlaczego ? Dlaczego mi to zrobił, wiedziałam, że raniłam go za każdym razem kiedy wcześniej go odrzucałam... może chciał się zemścić, Nie nie, nie wolno mi tak mówić. Przecież obiecywał, że nigdy mnie nie skrzywdzi , mówił że nie mógł by mnie zranić. Wszystkie moje uczucia w jednej chwili wydostały się na zewnątrz. Łzy nie potrzebowały już mojej pomocy i same spływały po moich policzkach.
Pi pi pi pi pi !!!
Hałas w jednej chwili postawił mnie na nogi. To był mój telefon i 20 wiadomości , od niego ...
Czytałam każdą z nich i zaczynałam się czuć jak kompletny śmieć. Wszędzie pisało prawie to samo - ,, To nie miało tak wyjść" , ,, ona się odwróciła" , ,, ja tego nie chciałem"
,, Przepraszam " , ,, Nie potrafił bym cię skrzywdzić, dobrze o tym wiesz " ....
Nie wiem, nie wiem tego, bo właśnie mnie skrzywdziłeś. Nie odpisałam mu. Położyłam głowę na poduszce i zacisnęłam powieki. W końcu zasnęłam.
***
Gdzieś tam w oddali słyszałam jego krzyk. Już go dorwały. Wytrzymaj jeszcze trochę - powtarzałam w myślach. Błagam nie zostawiaj mnie, nie teraz, wybaczam ci słyszysz - moje myśli cały czas krzyczały.
Zbliżałam się, ale krzyki zaczynały cichnąć, słyszałam tylko przerażenie, ból, strach ... Nie odróżniałam już fikcji od rzeczywistości. Świat stał się jedną wielką grą o jego życie.
- Błagam... Walcz... Walcz , słyszysz - krzyczałam dławiąc się łzami. Nie odpowiadał. - Nie możesz mnie tak skrzywdzić, nie możesz - słowa plątały mi się co raz bardziej. Nie mógł, nie teraz, nie na zawsze ...
Bez niego ... na zawsze ...
Padłam na kolana i zaczęłam krzyczeć, najgłośniej jak tylko się dało -Niee,ee,nn,nnie,nie!!
Złapałam jego rękę była kompletnie zimna. przytuliłam się do niego, był martwy ...
Już na zawsze, na zawsze ...
***
Walnęłam głową o deski. Wstałam cała się trzęsąc, nie mogłam złapać równowagi, ani tchu.
Nie to nie może być prawda... Spojrzałam, w lustro. Miałam podkrążone oczy i całe spuchnięte od płaczu.
To był tylko sen ... tylko sen. Usiadłam nie mogłam już stać ani chwili. Wzięłam telefon z szafki i w końcu go odblokowałam. Przez moje ciało przechodziły bardzo silne drgawki. Wybrałam jego numer
- Potrzebuję cię teraz. - wysłałam.
Telefon spadł na podłogę, dopiero teraz zorientowałam się jak jest późno. Szybko wkulnęłam się pod kołdrę, gdyby mama przyszła sprawdzić czy śpię.
Nadal dygotałam, a łzy znów zaczęły napływać mi do oczu. Nie potrafiłam się uspokoić... potrzebowałam teraz jego. Nagle poczułam jak czyjeś ramiona obejmują mnie od tyłu .
- Jestem. Obróciłam się twarzą w jego stronę. Zarzuciłam ręce na ramiona. Przytulił mnie mocno i delikatnie zaczął głaskać po włosach. Łzy moczyły jego koszulę, ale nie zwracał na to uwagi, tylko obejmował jeszcze mocniej. Spojrzałam na niego. W jego oczach był smutek. Chciał mi pomóc ...
- Tty t ty zgii, zginąłeś - tylko tyle udało mi się powiedzieć. Z powrotem wtuliłam się w jego tors.
Siedziałam mu na kolanach i zaczynałam się uspokajać. Zauważył to. Delikatnie pocałował mnie w skroń i położył na łóżku.
- Jestem tu, już dobrze skarbie, już dobrze - odwrócił się na pięcie. Szybko usiadłam, złapałam go za dłoń i pociągnęłam w swoją stronę.
- Z-zostaniesz ? - zapytałam szeptem. Nie odpowiedział tylko delikatnie skinął głową i podszedł do mnie . Przesunęłam się kawałek, a on ułożył się obok i objął mnie ramionami.Wtuliłam się w jego tors. Czułam się bezpieczna potrzebowałam, jego dotyku, głosu ...
- Wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdziła - uniosłam się na łokciu i spojrzałam mu w oczy. Delikatnie musnęłam jego ciepłe wargi swoimi.
- Wiem o tym ...