poniedziałek, 31 marca 2014

Następny rozdział

Bardzo mi przykro, ale sterta nauki pochłania cały mój czas :P Nowy rozdział pojawi się jutro lub w czwartek :) Czekajcie cierpliwie, a ja postaram się was czymś za skoczyć i uwierzcie, że będzie to na prawdę wybuchowa NIESPODZIANKA !!! Co powiecie na ŁÓŻKO ??! Tą tajemnice odkryjemy w 5 rozdziale. Do zobaczonka ♥

poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział 4

Siedzieliśmy w salonie już dobre 2 godziny. Zajadaliśmy się sałatką i galaretką. Wszystko wyszło mi w miarę dobrze, po za moim wyglądem. Śmialiśmy się z tego jeszcze bardzo długo za nim mogliśmy rozmawiać o czymś innym niż moim, uroczym zabieganiu.
- Musisz koniecznie przyjść do mnie i poznać rodziców - był nadal rozbawiony całą sytuacją.
- Chętnie, ale na razie mam dość wszelkich odwiedzin - teatralnie przewróciłam oczami.
- Nie wyglądałaś wcale tak źle. Mogłabyś częściej mnie tak witać - spojrzał na mnie, zabawnie poruszając brwiami. Wybuchliśmy śmiechem. Kiedy udało mi się opanować całe szaleństwo, zebrałam pucharki i poszłam do kuchni. Na blacie leżał skórki po owocach. Już miałam je wyrzucić, gdy zatrzymała mnie ręka chłopaka.
- Z tego można jeszcze wiele zrobić - uśmiechnął się zagadkowo. Wyjął małe płótno i klej ze swojej torby. Zamknął drzwi od kuchni, a mnie zostawił samą w salonie. Siedziałam na kanapie nie wiedząc, co mam zrobić. Usłyszałam otwieranie drzwi.
- Zamknij oczy - powiedział do mnie jak do małego dziecka.
- Kocham niespodzianki! - odpowiedziałam równie entuzjastycznie. Usłyszałam jak zrobił parę kroków. Prawdopodobnie stał przed mną.
- Już... możesz otworzyć - powiedział cicho jak byśmy bawili się w chowanego. Delikatnie uniosłam powieki. Stał przed mną, trzymając obrazek przy głowi jak by coś porównywał. Na płótnie widniał las deszczowy, a nad nim przepiękny zachód słońca. Wszystko zrobione ze skórek po owocach.
- Naprawdę ten zachód słońca nie jest tak piękny jak moje oczy? - spojrzał na mnie.
- Na zachód mogłabym patrzeć godzinami, ale w twoje oczy latami - odpowiedziałam cichutko, tak żeby tylko on to usłyszał.
- A chciałabyś na nie popatrzeć z trochę bliższej perspektywy? - zapytał równie cicho. Nie odpowiedziałam tylko delikatnie skinęłam głową. Zrobiłam parę kroków. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Spojrzałam na niego i od razu zatopiłam się w tym spojrzeniu. Zauważyłam w nich małe iskierki radości, których dotąd nigdy nie dostrzegłam. To uczucie dawało mi tyle spokoju, radości,, ale też nieograniczonej przyjemności.Objął mnie jedną ręką w pasie, a drugą splótł z moimi palcami. Całe moje ciało przeszył przyjemny dreszcz.Wolna rękę wplotłam w jego włosy. Dopiero teraz zauważyłam jak seksownie wygląda nawet w rozczochranych włosach włosach. Dzieliły nas już tylko milimetry. Czułam ciepło jego oddechu na moim karku. Nasze wargi były już prawie połączone. Przez całe moje ciało przepłynęła fala ciepła, ale jeszcze brakowało tylko tego jednego pocałunku. DRRRYŃŃ, dryyyńń!
- No cholera jasna! - w jednej chwili oderwaliśmy się o siebie, a Mikers odebrał telefon. - Tak mamo zaraz będę.
- ....
- Dobrze, zaraz przyjdę. Do zobaczenia, pa. Obrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie ze smutkiem i zawiedzeniem. - Przepraszam - wyszeptał.
- To nie twoja winna, dokończymy to innym razem, prawda? - spojrzałam, a on już się uśmiechał.
- Ja bardzo chętnie. Przykro mi, ale muszę już iść. Do zobaczenia - skierował się w stronę wyjścia. W ostatniej chwili podbiegł do mnie jeszcze i musnął delikatnie ciepłymi wargami mój policzek.

Stałam jeszcze dobre parę minut wpatrzona jak głupia w drzwi przez, które wyszedł.
- Na pewno jeszcze dokończymy tę rozmowę - uśmiechnęłam się sama do siebie i poszłam do swojego pokoju na górę, zastanawiać się, co z mną ... znaczy nami będzie. 

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 3

Promienie słońca przedzierające się przez roletę, zaczęły drażnić moje oczy. Przetarłam je dłońmi i otworzyłam. Mój pokój wyglądał tak jak zwykle, błękitna ściana w jaskółki, łóżko z białych rur stylizowane na dawne czasy, różana lampa na suficie i koronkowe firanki w oknach. Podniosłam się i usiadłam na skraju łóżka, machając nogami jak mała dziewczynka. Siedziałam tak jeszcze dobrą chwilę za nim do końca się wybudziłam. Stanęłam przed dużą szafą z olchowego drewna. Wzięłam pastelowe rurki oraz tunikę z kwiatowym wzorem. Włosy delikatnie przeczesałam szczotką i pozwoliłam, aby opadały na moje ramiona. Oczy podkreślał zielonkawy cień, a koralowy błyszczyk na ustach dopełniał całości. Otworzyłam kuchenną szafkę i wyjęłam pierwsze z brzegu opakowanie płatków. Nasypałam do miski i dolałam mleka. Usiadłam przy kuchennym blacie i zamoczyłam łyżkę w mieszance. Miałam czas, była sobota. Musiałam ze spokojem poukładać wszystkie myśli i uczucia ... No właśnie. O czym ja wtedy myślałam? Nie zaprzeczę, że jego oczy są pociągające, ale nigdy wcześniej bym mu tego nie powiedziała. Czy od wczoraj coś się między nami zmieniło? Zawsze był moim przyjacielem, ale chyba sama przed sobą nie potrafiłam się przyznać, że przez ten cały czas stał się dla mnie kimś więcej. On od zawsze traktował mnie inaczej, a może to było tylko moje złudzenie? Każdy jego wczorajszy gest sprawił mi tyle radości, może nawet przyjemności. Dopiero teraz dotarło do mnie, że bez niego już dawno leżała bym w psychiatryku jak nie gorzej. To on za każdym razem mnie uspokajał, ratował z opresji, bronił. Ja nawet nie potrafiłam mu się odwdzięczyć czułością. Muszę coś zmienić. Na pewno nie mogę go już teraz stracić.

Dopiero teraz zauważyłam białą, trochę zgniecioną kartkę leżącą na blacie.

Kochana córeczko!
Nie będzie nas dzisiaj na obiedzie ani kolacji. To wyjątkowa sytuacja. Na obiad możesz iść gdzieś na miasto. Tu masz 20$ na jakieś zakupy. Baw się dobrze! Kochamy Cię! 
Mama i Tata 

Wyjątkowa sytuacja, chyba raczej codzienność. Moich rodziców nigdy nie było w domu więc już zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Ten weekend spędzę samotnie, bo Gwen wyjechała. Został jeszcze Mikers, ale go przecież nie zaproszę, chyba ...

Postanowiłam zrobić jakaś sałatkę owocowa, tylko dla siebie. Nie da rady żebym go zaprosiła. Co mu powiem? Poszłam do najbliższego sklepu. Na początek miód i jogurt naturalny. Teraz muszę znaleźć dział z owocami i warzywami. Jabłka, banany, gruszka, granat, pomarańcza i grejpfrut. Jeszcze truskawki do kompletu. Nagle przed moimi oczami pojawił się bukiet marchewek, przewiązanych kolorową wstążką, zawiązaną w idealna kokardkę.
- Ze startą marchewką będzie idealnie - powiedział dobrze znajomy mi głos.
- Mikers! - wykrzyknęłam na całe gardło. W jednej chwili oczy całego sklepu były zwrócone w moją stronę. Moja twarz przybrała kolor purpury.
- Nie wiedziałem, że mój widok tak cię ucieszy - patrzył na mnie uśmiechnięty. Nie potrafiłam w tej chwili wydusić z siebie ani słowa. Zauważył to i postanowił spokojnie kontynuować naszą rozmowę. Każdy w sklepi wrócił do swojego dawnego zajęcia.
- Dla kogo ta sałatka? - spytał tym swoim ciepłym głosem.
- Właściwie dla mnie, ale może dasz się skusić na deser ... - spojrzałam na niego. Wydawał się być zadowolony. - Oczywiście w moim domu - dokończyłam.
- Bardzo chętnie. Może być koło 15?
- Oczywiście - wewnątrz czułam się jak bym właśnie wygrała 1 000 000$.
- Zjawie się punktualnie. Miejmy nadzieję, że wywinę się rodzicom - już obrócił się w stronę wyjścia. - Bym by zapomniał! To dla ciebie. Bukiet ... marchewek. Do zobaczenia! - wyszedł. To był na prawdę uroczy bukiet.

Do spotkania zostały jeszcze 2 godziny. Postawiłam wodę na gazie. Stwierdziłam, że zrobię jeszcze galaretkę. Zabrałam się do obrania i pokrojenia owoców oraz starcia marchewki. Zabrało mi to dość dużo czasu, bo nie byłam zbyt doświadczoną kucharką. W końcu wymieszałam wszystkie składniki. Ułożyłam wszystko na stole, a serwetki poskładałam w wymysły origami. Wróciłam do kuchni i zorientowałam się, że zostało mi pół godziny, a zapomniałam włączyć wodę na galaretkę. Zaczęłam ją podgrzewać, a sama poszłam się przebrać na górę. Wybranie odpowiedniego stroju zajęło mi znacznie więcej czasu niż przypuszczałam. Postawiłam na sukienkę. Zaczęłam ściągać spodnie kiedy dobiegł mnie dźwięk gotującej się wody. Zdjęłam je do końca i szybko zbiegłam na dół, aby przygotować galaretkę. Malinowo truskawkowa wydała się odpowiednia. Wrzuciłam proszek, który powoli zaczął się rozpuszczać, a ja mieszałam go trzepaczką. Gdy wszystko trochę wystygło, przelałam galaretkę do pucharków. Włożyłam je do dużej miętowej lodówki i zamknęłam w środku. W tym samym momencie usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Przebiegłam dom w w jednej chwili. Nacisnęłam klamkę i pociągnęłam.
- Część - uśmiech Mikersa był większy niż zwykle. Na pewno cieszył się z deseru równie jak ja. Nagle jego mina zmieniła się w jednej chwili. Spojrzałam na siebie i już wiedziałam o co chodzi.
Stałam przed nim w samej koszulce!

Mam nadzieję, że spodoba wam się nowy rozdział :) Proszę o komentarze. Juleczka ♥          

piątek, 14 marca 2014

Rozdział 2

Weszliśmy do środka. Korytarz był przyciemniony i zupełnie prosty bez żadnego zakrętu. Skierowaliśmy się w stronę czarnych drzwi, które niczym nie różniły się od innych. Nozdrza zatykał zapach spalonej blachy, dochodzący z pracowni Dr Tvaila (czyt.Tłajla). Na moich rękach pojawiła się gęsia skórka , która została wywołana nie koniecznie najmilszymi wspomnieniami z tym miejscem. Zatrzymaliśmy się.
- Ty pierwsza - powiedział Mikers zachowując przy tym spokój w głosie. Podeszłam do skomplikowanego urządzenia, które, zeskanowało siatkówkę w moim oku. Otworzyły się drzwi i ruszyłam na przód. Pokój nie był zbyt obszerny. Ściany pomalowane na ciemny brąz nadawały temu miejscu przytłaczający wygląd. Usiadłam na czerwonej kanapie stojącej na środku. Już po chwili usłyszałam odgłos otwieranych drzwi, przez które wszedł chłopak. Mimowolnie się odwróciłam, a nasze spojrzenia się skrzyżowały. Przez chwilę zatraciłam się w jego orzechowym spojrzeniu. Moja twarz zrobiła się fioletowa jak burak . Co za wstyd, natychmiast się odwróciłam. Mikers nie usiadł obok tylko stanął przy kanapie, jedną ręka opierają się o nią.
- Nie usiądziesz? - zapytałam starając się aby w moim głosie nie dało się wyczuć żadnych emocji, jednak nie do końca mi to wyszło.
- Nie dzięki, postoję i tak zaraz wracamy - uśmiechnął się miło, ale dobrze wiedział, że to co zaraz usłyszymy nie będzie miłe. W tym samym momencie przed nami włączył się ogromny ekran. Pojawił się na nim straszy mężczyzna, którego widziałam już 1000 razy, ale nie miałam pojęcia kim jest, po za tym, że naszym dowódcą. Nie patrzył na nas. Było to przygotowane wcześniej nagranie. Jego twarz nie wyrażały kompletnie nic, a tym bardziej radości.
- Witajcie agenci - rozpoczął mężczyzna.- Czeka was nowa misja lecz niczym nie będzie przypominała poprzednich. Poprzednie zadania były błahostkami. Teraz rozpoczniecie prawdziwe misje, dojrzałe i zabójcze - ciągnął dalej. Słuchałam w osłupieniu tego co mówił. On chyba żartował, a przynajmniej miałam takie wrażenie. Ostatnio omal nie zginęliśmy, a on mówi, że to będzie coś jeszcze gorszego! Od tamtej nocy cały czas nękały mnie koszmary, nie potrafiłam się pozbierać! Przestałam słuchać tego mężczyzny. myśli, które biegały w mojej głowie, wszystko zagłuszyły. Całe moje ciało zaczęło drżeć, a ja zrobiłam się biała jak kreda. Już po sekundzie Mikers siedział obok. Widział, jak źle znoszę każde następne słowo o nowej misji. Delikatnie złapał moją dłoń i zaczął gładzić kciukiem. Było to całkiem przyjemne, ale i bardzo mnie uspokoiło. Spojrzałam na niego i już wiedziałam, że godzinami mogłabym się wpatrywać w jego głębokie orzechowe oczy. Jego spojrzenie tak mnie uspokajało. Działało na mnie tak kojąco.
- Jestem tu z tobą - powiedział to bardzo cicho, tak żebym tylko ja to słyszała, choć w pokoju nie było nikogo poza nami. Nie mówił tekstów typu wszystko będzie dobrze, bo wiedział, że ja już od dawna w to nie wierzę. Uśmiechnął się ciepło, a ja odpowiedziałam mu tym samym. Byłam już spokojniejsza, wiedziałam, że jest tuż obok.
- Zabójcze węże i pająki, tego powinniście się bać - ponownie usłyszałam głos starszego mężczyzny. - W krainie Inków możecie się spodziewać  wielu pułapek i niebezpieczeństw lecz lasy równikowe to niezapomniany widok - chyba próbował nas pocieszyć, ale coś mu to nie wyszło. Minęło jeszcze parę chwil i ekran wygasł. Mikers jesczę chwilę trzymał moja rękę i dopiero po chwili puścił. Wstaliśmy i w ciszy skierowaliśmy się do wyjścia.

Szliśmy lasem ramie w ramie w ogóle się nie odzywając. Cisza stała się dręcząca więc postanowiłam zacząć rozmowę.
- Jak myślisz, co nas tam spotka? - zadałam pytanie nie mając pojęcia jakiej udzieli odpowiedzi. Chłopak wyglądał jakby układał w głowie, co mi powie.
- Nie potrafię tego określić - odpowiedział. - Mam nadzieję, że coś przyjemnego, w końcu to podobno najpiękniejsze miejsce na świecie. Tysiące kolorowych kwiatów, ale żaden nie tak piękny jak ty... - zerknął na mnie jakby obserwując moją reakcję. - Wodospady mieniące się tęcza i zachody słońca. Czy jest coś piękniejszego niż one ? - powiedział.
- Tak jest coś takiego.
- A co to? - zapytał, kompletnie nie spodziewał się mojej odpowiedzi.
- Twoje oczy.

Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba :* Przepraszam, że trwało to tak długo, ale obiecuję, że teraz zacznę dodawać regularnie. Postaram się trochę pomieszać i was czymś zaskoczyć Komentujcie misie! Juleczka

niedziela, 23 lutego 2014

Nowy wygląd ♥

Mam nadzieję , że podoba wam się nowy wygląd jest delikatniejszy i bardziej przyjazny ♥ Przepraszam was bardzo , że jeszcze nie pojawił się drugi rozdział :( Przyrzekam , że to nadrobię , bo mam już wszystko w głowie tylko teraz muszę to przelać na papier :) Będzie się działo :O Do zobaczonka miski ♥
Juleczka ♥

czwartek, 20 lutego 2014

No i kiedy ten powrót ;P

Kochani z powodu problemu zdrowotnych oraz kompletnego braku czasu przez moment na pewno ni cie na piszę za co bardzo przepraszam :( Mam nadzieję , że w  weekend znajdę dal was trochę czasu , a przy okazji postaram się zmienić wygląd bloga. Buziaki :*  Juleczka ♥

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 1

Dzień jak każdy inny. Nauka w liceum ,plotki z przyjaciółką i oczywiście poszukiwanie tego wyjątkowego ,, księcia z bajki " . Choć od tamtej misji minął już tydzień moje mięśnie wołały o pomoc szczególnie na lekcji W-Fu ,a do tego wszystkiego wyglądałam dziś zjawiskowo okropnie.
- Merina!
Odwróciłam się na pięcie słysząc głos mojej przyjaciółki.
- Hej! - pomachałam do niej wesoło.
- Czy ty dzisiaj patrzyłaś w lustro? - powiedziała to z taką miną jakby właśnie zobaczyła ducha...
- Przynajmniej jedna z nas wygląda pięknie! - zaśmiałam się ,a Gwen tylko przewróciła oczami. Jej kasztanowe włosy były rozpuszczone i układały się w urocze fale ,a biały T-shirt z nadrukiem idealnie współgrał z jeansami i granatowym eyelinerem. Skierowałyśmy się w stronę toalety aby przywrócić mnie do życia. Po paru minutach totalnego szału modowego wyszłam na hall przywrócona do porządku. Moje złociste włosy upięte były w idealnego koka i ozdobione fioletową kokardką. Czarne leginsy zgrały się z fiołkową tuniką i niebieskimi sandałkami. Teraz mogłam zdobywać świat.
Lekcje wreszcie się skończyły ,a ja dopiero chwilę temu zorientowałam się ,że jutro koniec roku szkolnego. Wreszcie wolne! Nagle ktoś chwycił mnie za ramię ,a ja aż podskoczyłam.
- Spokojnie to tylko ja. - odpowiedział Mikers ,mój kolega agent. Od razu zrozumiałam ,że na wakacje szykuje się kolejna misja i nie było to leniuchowanie pod palmami. Brunet o głębokim orzechowym spojrzeniu ,które tak uwielbiałam spojrzał na mnie ,a z jego twarzy mogłam wyczytać ,że jego też to nie cieszy , ale przy najmniej spędzimy ten czas razem. No właśnie miłość. Znałam Mikersa dość długo , ale nie potrafiłam myśleć o nim w ten sposób choć wiedziałam ,że on coś do mnie czuje. Może kiedyś zdarzy się coś co sprawi ,że spojrzę na to inaczej ,ale na razie był tylko przyjacielem.
- Mam przyjść dziś do bazy? - spojrzałam na niego z najsłodszą miną na jaką potrafiłam się zdobyć.
- Dobrze wiesz ,że to nie zależy ode mnie - a na jego twarzy zagościł jeden z tych jego pięknych uśmiechów.
- O 18 pod wejściem? Pasuje?
- Nie mam wyboru... - zamknęłam szafkę i zarzuciłam torbę na ramię.
- Odprowadzę Cię i tak nie mam nic ciekawego do roboty. - Spojrzał na mnie pytająco ,ale w jego oczach było widać stanowczość.
- No to witaj w klubie. - uśmiechnęłam się i wyszliśmy ze szkoły.              
Zanim się obejrzałam stałam pod domem. Weszłam do środka , ale jak zwykle rodzice w pracy a brat z tymi swoimi ,, ziomkami ". Wyjęłam jakiś jogurt z lodówki i poszłam na górę do swojego pokoju . Usiadła m na łóżku ,wzięłam laptopa i zaczęłam przeglądać sieć . Wszędzie były te same wiadomości czyli dziwny strój Maryli Rodowicz na sylwestrze z Polsatem XD Może i dobrze ,że nie oglądałam wtedy telewizji. Zamknęłam laptopa i zaczęłam śpiewać pierwsza lepszą piosenkę ,  która przyszła mi do głowy. Wszystko wyszło nawet ładnie nie licząc tego ,że okno było otwarte , a ja darłam się na całe gardło. Miny ludzi którzy właśnie szli chodnikiem były niewiarygodne.  Zamknęłam okno usiadłam  na podłodze i zaczęłam śmiać się jak nie normalna. Po chwili głupawka ustała , a ja zerknęłam na zegarek i zorientowałam się ,że muszę natychmiast wyjść z domu jeśli chce być o 18 pod baza. Założyłam jakiś sweter i wyszłam z domu. Szłam dobrze mi znaną drogą . Najpierw kawałek zwykła uliczka . Tamtędy dochodziłam do lasu. Sandały najlepszymi butami do lasu i czułam każda igłę wbijającą się w moją stopę.   Suche liście trzeszczały przy każdym kroku , a lekki wietrzyk przyprawiał o gęsią skórkę. Za następnym zakrętem była baza. Wiedziałam ,że to miejsce psuje mi wakacje ,ale lubiłam tu przychodzić. Dwa kroki później stałam już pod żelaznymi drzwiami razem z Mikersem . Usłyszeliśmy przenikliwe skrzypienie ,a następnie drzwi  się otworzyły.